admin_th_dolnyzyd
Historia żydowskiej społeczności Świdnicy jest niemal tak długa jak historia samego miasta. Pierwsi Żydzi zamieszkiwali te tereny już w drugiej połowie XIII wieku – warto zaznaczyć, że w średniowieczu była to druga największa gmina żydowska w regionie, a wyprzedzała ją jedynie społeczność wrocławska.
Żydzi w średniowieczu mieszkali przy obecnych ulicach Siostrzanej, Teatralnej i Budowlanej (która nazywana była wówczas Judengasse, czyli Żydowską). Synagoga została wybudowana niezwykle wcześnie, bo już w 1380 roku. Powstała ona przy obecnej ul. Kotlarskiej, choć historycy przypuszczają, że mógł istnieć jeszcze wcześniejszy dom modlitwy prawdopodobnie właśnie przy ul. Żydowskiej. Społeczność prowadziła wtedy także szkołę religijną, w której wykładali znani rabini. Dziś w Muzeum Dawnego Kupiectwa można dotknąć historii i obejrzeć trzy średniowieczne macewy z pierwszego cmentarza żydowskiego w Świdnicy, które pochodzą z XIV wieku.
Kres rozwoju średniowiecznej gminy żydowskiej nastąpił wraz z falą prześladowań i pogromów, które przeszły przez śląskie miasta w połowie XV wieku. Wybuchały one głównie w wyniku antysemickich kazań włoskiego inkwizytora Jana Kapistrana, który zachęcał lokalne społeczności do wymierzenia sprawiedliwości Żydom za rzekomą profanację hostii. Podczas takiego pogromu siedemnastu świdnickich Żydów spalono na stosie. Kazania uznanego za świętego katolickiego trafiały na żyzny grunt: Żydów torturowano i mordowano, a w najlepszym wypadku – grabiono ich majątki i wypędzano z miasta. W konsekwencji Żydzi oficjalnie nie mogli zamieszkiwać w Świdnicy aż do pruskiego edyktu emancypacyjnego z 1812 roku.
W wielu niemieckich miastach społeczności żydowskie niezwykle szybko rozwijały się po nadaniu im praw miejskich, dzięki którym mogły nie tylko legalnie się osiedlać, ale także prowadzić handel, tworzyć organizacje i rozwijać niezbędną do życia infrastrukturę religijną. Choć w Świdnicy istniała w XIX wieku szkoła żydowska, to nie wszystkie dzieci do niej uczęszczały – część rodzin kładła nacisk na asymilację poprzez edukację w szkołach publicznych. Dziesiątki rodzin żydowskich w tym okresie asymilowało się i wtapiało w niemiecką tkankę społeczną. W Świdnicy dzięki nowemu prawu pod koniec wieku XIX mieszkało już ponad trzystu Żydów. Jednym z najlepszych przykładów sukcesu asymilacyjnego śląskich Żydów była gospodarka. Wielu Żydów doskonale odnajdywało się w handlu czy przemyśle, a jednym z najbardziej znanych przemysłowców w Świdnicy był Meyer Kauffmann. Handlował on w mieście towarami płóciennymi oraz wyrobami pasmanteryjnymi, a sukces jego sklepów dał początek późniejszej znanej na Śląsku fabryce włókienniczej Meyer Kauffmann Textilwerke. Jego przędzalnie bawełny działały między innymi w Świdnicy, Głuszycy, Jaworze i Wrocławiu, a sam Meyer uznawany jest za jednego z ojców przemysłu tkackiego na Śląsku. Jako pierwszy uruchomił mechaniczne tkalnie, m.in w Jedlinie-Zdroju. Po śmierci Meyera firmą zarządzał jego syn Salomon oraz później – wnuk Max. Wszyscy trzej przedsiębiorcy pochowani są na Starym Cmentarzu Żydowskim we Wrocławiu. Ich potomkowie wyemigrowali w latach trzydziestych z Rzeszy, a część rodziny mieszka obecnie w Stanach Zjednoczonych.
Pierwszy cmentarz żydowski w Świdnicy funkcjonował już w drugiej połowie XIII wieku, a najstarsza zachowana w całości macewa pochodzi z 1289 roku. Chowano tu Żydów także z okolicznych miast, które nie posiadały własnych cmentarzy. Niestety historycy nie mają pewności co do tego, gdzie dokładnie zlokalizowana była średniowieczna nekropolia. Działał on do połowy XV wieku, kiedy to mienie żydowskie zostało przekazane miastu.
Drugi cmentarz żydowski w Świdnicy znajduje się przy ul. Esperantystów i powstał już w 1815 roku na fali nadawania praw i regulacji życia żydowskiego w Niemczech. Przy cmentarzu wybudowano także dom przedpogrzebowy. Podczas pogromu Kristallnacht naziści zdewastowali i rozkradli macewy. W czasie wojny majątek żydowski, w tym cmentarz, został przejęty przez gestapo. Choć po wojnie nekropolia wróciła formalnie w posiadanie społeczności żydowskiej, to z powodu braku należytej opieki z każdym kolejnym rokiem popadała w ruinę. Większość przedwojennych nagrobków nie przetrwała próby czasu, a do dziś zachowały się głównie macewy powojenne. Ostatni pochówek odbył się tu w 1973 roku, a od 2018 roku cmentarz figuruje w rejestrze zabytków. Niestety jest zaniedbany i każdy może wejść na jego teren, przez co jego stan z roku na rok się pogarsza.
Przed wybudowaniem monumentalnej synagogi świdniccy Żydzi modlili się w pomniejszych domach modlitwy. Przykładowo jeden z nich w połowie XIX wieku mieścił się w sercu miasta, czyli w kamienicy nr 8 na Rynku („Pod Złotym Chłopkiem”). Oczywistym jest, że niewielka sala szybko przestała być wystarczająca i w interesie społeczności było wybudowanie synagogi z prawdziwego zdarzenia.
Świdnicka synagoga powstała w 1877 roku według projektu cenionego żydowskiego architekta z Oleśnicy Edwina Opplera, który zasłynął jako twórca monumentalnej Nowej Synagogi we Wrocławiu wybudowanej pięć lat wcześniej. Świdnicka świątynia była jego ostatnim projektem, gdyż architekt przedwcześnie zmarł w 1880 roku. Synagoga ta mogła pomieścić około dwustu pięćdziesięciu osób. Tak jak w wielu liberalnych synagogach w Niemczech tamtego okresu znajdowały się w niej organy. Neoromańską budowlę podpalono podczas pogromu Kristallnacht, a później jej pozostałości rozebrano. Żaden z domów modlitwy zaprojektowanych przez Opplera nie przetrwał mrocznych czasów nazizmu.
Podczas ogólnokrajowego bojkotu żydowskich sklepów w Niemczech, który odbył się niedługo po dojściu Hitlera do władzy, czyli 1 kwietnia 1933 roku, również w Świdnicy doszło do antysemickich demonstracji. Bojówki zniechęcały zarówno do zakupów, jak i do korzystania z usług żydowskich lekarzy czy prawników. Niemcy zaklejali okna żydowskich sklepów plakatami z antysemickimi hasłami. Działo się tak w całym kraju, gdyż naziści chcieli na początek uderzyć w to, co im najbardziej przeszkadzało, czyli w przedsiębiorczość niemieckich Żydów. W wyniku późniejszych represji wiele osób wykonujących zawody publiczne, w tym nauczyciele, lekarze czy prawnicy, straciło pracę. W kolejnych latach następowała tak zwana aryzacja mienia, czyli przejmowanie za bezcen majątków żydowskich. W tym wypadku także rozpoczynano od najbardziej zamożnych. W Świdnicy odebrano między innymi fabrykę Franza Tikotina wraz z jej brzeskim oddziałem, a także niezwykle prosperującą fabrykę wyrobów magnezytowych M. Weissenberg & C. Francisci, którą zarządzał m.in. znany przedsiębiorca i mecenas sztuki Max Silberberg mieszkający we Wrocławiu.
Kulminacyjnym atakiem na Żydów jeszcze przed wybuchem wojny był pogrom Kristallnacht mający miejsce w nocy 9 listopada 1938 roku. To wtedy właśnie spalono synagogę, splądrowano cmentarz i żydowskie sklepy oraz aresztowano wielu niewinnych Żydów. Niektórych mężczyzn wypuszczono na wolność po kilkunastu godzinach, a innych wywieziono do Buchenwaldu. Niszczono wtedy zarówno mienie publiczne, jak i prywatne – zdewastowano choćby żydowskie sklepy Pinkusa Laufra i Emila Laqueura. Po kilku latach rządów nazistów Żydzi, którzy pozostali w Rzeszy, byli grupą zubożałą i zmarginalizowaną, a od 1939 roku także wysiedlaną ze swoich domów. Świdniccy Żydzi zostali zmuszeni do zamieszkania między innymi w kamienicy pod adresem Rynek 27, która wcześniej należała do dr. Ericha Kohna.
Szacuje się, że około sto osób wyemigrowało w dekadzie poprzedzającej II wojnę światową, a przed samym jej wybuchem w Świdnicy zostało już tylko 25 Żydów. Przetransportowano ich do Wrocławia, by stamtąd wywieźć ich do miejsc kaźni, m.in. do getta przejściowego Theresienstadt, obozów Riebnig, Grüssau i Tormersdorf, a także dalej na wschód – do gett w Rydze i Mińsku. Tym samym Niemcy unicestwili żydowską społeczność Świdnicy.
Żydzi zaczęli ponownie osiedlać się w mieście już w sierpniu 1945 roku. Niecały rok później w Świdnicy mieszkało już prawie dwa i pół tysiąca Żydów. Większość przybyłych od razu otrzymała wsparcie w postaci żywności, ubrań oraz pieniędzy. Działał tu oddział Komitetu Żydowskiego, Kongregacji Wyznania Mojżeszowego, a także Żydowskie Towarzystwo Kultury i Sztuki. Na podstawie informacji o organizowanych kołach można prześledzić, skąd wywodzili się Żydzi przybywający do Świdnicy, bowiem funkcjonowały tu między innymi grupy: warszawska, łódzka, wileńska, krakowska, lubelska, hrubieszowska, zamojska oraz białostocka. W mieście powstawały spółdzielnie, organizacje żydowskie, świetlice, szkoły i przedszkola oraz niezbędne instytucje religijne. Ocalali z Zagłady budowali swoje życie od nowa w warunkach, które oferowała im świdnicka infrastruktura.
Świdnicki Powiatowy Komitet Żydów w Polsce wydał okolicznościową broszurę z okazji pierwszej rocznicy osadnictwa żydowskiego, obejmującą okres od 13 kwietnia 1946 roku do 13 kwietnia 1947 roku. Otworzył ją słowami: „Rok 1945 rozpoczyna nową kartę historii resztek narodu żydowskiego w Polsce”. Wśród największych wyzwań, z jakimi na początku mierzyła się społeczność żydowska Świdnicy, wymienione zostały: warunki sanitarne, kwestie lokalowe i znajdowanie mieszkań dla Żydów oraz zatrudnienie nowo przybyłych. Otwarto wówczas kuchnię ludową, rozwijano opiekę społeczną i pomoc chorym oraz najuboższym w każdym wieku. Działało tu także miejscowe TOZ (Towarzystwo Ochrony Zdrowia Ludności Żydowskiej w Polsce), które prowadziło żłobek, oferowało pomoc materialną i żywnościową, kierowało chorych do sanatoriów oraz prewentoriów. Udzielano porad ambulatoryjnych, funkcjonował gabinet zabiegowy i dentystyczny oraz apteka wydająca leki. Tylko w pierwszym roku udzielono ponad pięć tysięcy porad lekarskich.
Powiatowy Komitet Żydów w Świdnicy pod kierownictwem Luby Szmulewicz kładł duży nacisk na działalność kulturalno-oświatową. Już rok po wojnie istniały tu: półinternat, bursa, biblioteka, czytelnia, świetlica, klub sportowy, chór i kółko teatralne, a Towarzystwo Kultury i Sztuki liczyło ponad trzystu członków. W broszurze czytamy: „Wierzymy, że Towarzystwo nasze odegra poważną rolę w dziele stabilizacji i podniesienia na wyższy poziom kulturalny osiedla żydowskiego w Świdnicy”. Co ważne, w Świdnicy pozyskano również budynek pod działalność teatru żydowskiego, gdzie odbywały się koncerty, akademie, odczyty, zabawy taneczne, a także gościnne występy Dolnośląskiego Teatru Żydowskiego. Z kolei Żydowski Klub Sportowy prowadził trzy sekcje: piłki nożnej, tenisa stołowego oraz szachową.
Dużą wagę przykładano także do opieki nad dziećmi: „Badania lekarskie wykazały poważny odsetek zachorowań. Trzeba dać dziecku również odpowiednią opiekę wychowawczą. Dzieci mówią różnymi językami, a w gruncie rzeczy żadnego nie znają”. Organizowano więc kursy zarówno języka jidysz, jak i polskiego. Już od czerwca 1946 roku działała szkoła żydowska im. Szaloma Alejchema z wykładowym językiem jidysz, w której nauczano także języka polskiego oraz hebrajskiego. Kierowniczką tej szkoły w latach 1946–1949 była Maria Liberzon-Szwarcman. Zarówno jej mąż, Abraham Szwarcman, jak i jej siostry również pracowali przy odbudowie życia żydowskiego w Świdnicy. Rodzina później wyprowadziła się do Warszawy. Ich córka, Bella Szwarcman-Czarnota jest obecnie jedną z najbardziej znanych tłumaczek i popularyzatorek kultury i literatury jidysz w Polsce. Wspomina ona, że w Świdnicy były organizowane konkursy na znajomość literatury Icchoka Lejbusza Pereca oraz kursy „palestynografii”.
W Świdnicy działało kilka spółdzielni żydowskich, wśród których najważniejsza była spółdzielnia krawiecka „Nowe Życie”, mieszcząca się przy obecnej ul. Bohaterów Getta 19 i zatrudniająca około stu osób. Oprócz niej działała także spółdzielnia szewska „Jedność” przy placu Grunwaldzkim 13. Z kolei niewykwalifikowani pracownicy zrzeszeni byli w spółdzielni transportowej „Siła”, mającej siedzibę przy ul. Dworcowej 1. Oprócz tego organizowano także warsztaty trykotarskie oraz szczotkarskie. Żydzi w ramach produktywizacji pracowali licznie w świdnickich fabrykach oraz prowadzili własne przedsiębiorstwa: sklepy, zakłady fryzjerskie czy fotograficzne.
Mimo dobrej organizacji nastroje antyżydowskie w Polsce się nasilały, szczególnie po 1948 roku, gdy partia rządząca rozpoczęła jawne i strukturalne niszczenie żydowskiej niezależności. Po kilku dużych falach emigracyjnych społeczność ta radykalnie zmalała – na początku lat siedemdziesiątych w mieście pozostało już tylko około stu jej członków. Koniec swobodnego rozwoju społeczności żydowskich nastąpił w 1949 roku, kiedy władza zaczęła nakładać ograniczenia na organizacje żydowskie oraz odbierać Żydom instytucje, które dotychczas do nich należały. Procesy te wraz ze wzrostem systemowego antysemityzmu wymuszały na wielu żydowskich rodzinach decyzje o emigracji do Izraela lub na zachód Europy. Aż do upadku komunizmu życie żydowskie w wielu miastach zamarło.
Świat usłyszał o świdnickich Żydach jeszcze kilkukrotnie. W 1986 roku Jewish Telegraphic Agency informowała o niezwykłym znalezisku z czasu wojny na jednym ze świdnickich strychów – odnaleziono tam dokumentację zgonów w obozie Gross-Rosen. Jako że była niekompletna, milicja apelowała do mieszkańców o zwrot innych niemieckich dokumentów, które mogłyby znaleźć się w ich posiadaniu. Warto zaznaczyć, że Zvi Rav-Ner, który pełnił funkcję ambasadora nadzwyczajnego w Ambasadzie Izraela w Polsce w latach 2009–2014, urodził się właśnie w Świdnicy (jako Henryk Rawner) i mieszkał tam do siódmego roku życia, kiedy wraz z rodziną w 1957 roku wyemigrował do Izraela. Natomiast w 2010 roku w Świdnicy odbyło się spotkanie Żydów, którzy wraz z rodzinami wyemigrowali z kraju w okresie komunizmu.
Dziękuję Belli Szwarcman-Czarnocie za przekazanie cennych materiałów archiwalnych.