Urszula Rybicka
Te historie często mają początek w średniowieczu. W niektórych miastach i wsiach rozpoczynają się w czasach nowożytnych. Wszędzie jednak w pełni rozkwitają w XIX wieku. Społeczności żydowskie w miejscowościach, o których piszemy, bardzo wiele łączy, choć pokazujemy również ich indywidualny rozwój i dynamikę, a także koloryt specyficzny tylko dla danego miejsca i czasu. Żydzi są tu obecni od wieków i – tak jak inne nacje – tworzyli ten wyjątkowy region. Antysemityzm, pogromy i ostatecznie dwa totalitaryzmy starały się wymazywać ich dziedzictwo oraz dokonania. Osiemdziesiąt lat po zakończeniu II wojny światowej chcemy podkreślić niebagatelne znaczenie żydowskiej społeczności dla rozwoju tych ziem. Wybrałyśmy dziesięć miast, które jako pierwsze posłużą nam za ilustrację powyższej tezy: przedstawiamy Bolesławiec, Dzierżoniów, Głogów, Jelenią Górę, Kamienną Górę, Kłodzko, Legnicę, Strzegom, Wałbrzych i Wrocław. Oczywiście nie wyczerpują one tak obszernej tematyki, lecz dopiero ją rozpoczynają.
Jednym z najstarszych śladów po społeczności żydowskiej na Śląsku jest macewa kantora Dawida z 1203 roku, która znajdowała się na średniowiecznym cmentarzu żydowskim we Wrocławiu i dziś jest najstarszą zachowaną w całości macewą w Polsce. Także w Głogowie czy Dzierżoniowie mamy udokumentowane życie żydowskie sięgające XIII wieku, choć być może społeczność żydowska istniała tam już wcześniej. Warto zaznaczyć, że ziemie tego regionu były atrakcyjne: idealne położenie, bogactwo zasobów naturalnych, intensywny handel i wymiana międzynarodowa – to wszystko sprzyjało decyzjom o wyborze właśnie tego miejsca do zamieszkania nie tylko przez Żydów. Jednak nastawienie do napływowej społeczności żydowskiej zmieniało się przez stulecia w zależności od władzy panującej w danym okresie na Śląsku oraz od nastrojów społecznych, gospodarczych, politycznych i stanowiska Kościoła (zarówno katolickiego, jak i protestanckiego). Możemy zaobserwować tu całe spektrum postaw na skali tolerancji: od jej braku wyrażonego przywilejem de non tolerandis Judaeis w niektórych miastach do uznania praw miejskich określonych edyktem emancypacyjnym w większości miast. Śląsk nie był wolny od pogromów, wypędzeń czy podpaleń, a działalność włoskiego inkwizytora Jana Kapistrana była jednym z mroczniejszych okresów dla Żydów tego regionu Europy – to między innymi we Wrocławiu, Kłodzku, Legnicy czy Świdnicy podburzał on wiernych, oskarżał Żydów o herezje i doprowadzał do pogromów.
Życie żydowskie na Dolnym Śląsku zaczęło się dynamicznie rozwijać po 1812 roku, czyli po wydaniu edyktu umożliwiającego społeczności żydowskiej legalne osiedlanie się w niemieckich miastach, zakładanie swoich organizacji czy instytucji. Większość niemieckich Żydów dążyła do asymilacji, odnajdując się w tym kulturowo-społecznym krajobrazie i – nierzadko – upatrując w nim szansy na awans społeczny. Jest to okres fascynującego rozkwitu społeczności żydowskich, dzięki któremu Żydzi stali się widoczną i znaczącą częścią śląskich miast. Należy zaznaczyć, że dzięki akulturacji i uczestnictwu w kulturze niemieckiej przeważnie nie byli oni grupą odizolowanej mniejszości, lecz pełnoprawnymi, niekiedy wpływowymi mieszczanami. To właśnie dzięki temu przejściu z mniejszości do ogółu społeczeństwa Żydzi mogli w nim uczestniczyć i wpływać na jego rozwój. Ten okres pozostawił nam największe dziedzictwo w postaci wybitnych na skalę światową naukowców i twórców, dzieł kultury, sztuki i architektury oraz licznych przedsiębiorstw. Dolny Śląsk wciąż jest domem wielu zachowanych przykładów tego dziedzictwa, choć wielka jego część została unicestwiona.
Prześladowania niemieckich Żydów oficjalnie rozpoczęły się w 1933 roku, jednak nie było to oczywiście novum, jako że upiór antysemityzmu był żywy w dziewiętnastowiecznej Europie. Dojście do władzy Hitlera nadało jednak jednoznaczny kurs polityce przeciwko Żydom, a ogólnokrajowe ataki na jednostki i całą społeczność żydowską miały na celu jej marginalizację i wygnanie jej z kraju. Nowe ustawodawstwo sankcjonowało prawnie prześladowania Żydów, korzystając jednocześnie ze społecznej aprobaty. Żydzi krok po kroku byli usuwani z niemieckiego społeczeństwa, które przez dekady współtworzyli. Pogrom Kristallnacht w 1938 roku nie tylko rozpoczął okres nasilonej przemocy wobec Żydów, lecz był także przyczynkiem do zniszczenia znakomitego dziedzictwa materialnego i architektonicznego. Szczególnie widać to obecnie na Dolnym Śląsku, gdzie większość synagog została spalona lub wysadzona w powietrze podczas pogromu, a do dziś przetrwało ledwie kilka: w Brzegu Dolnym, Chojnowie, Dzierżoniowie, Wrocławiu czy Ziębicach. Nasilający się terror, wywłaszczenia, odebranie praw i podmiotowości, możliwości zarobku czy samostanowienia, były wstępem do najczarniejszej karty w historii narodu żydowskiego, czyli Zagłady.
Społeczność żydowska, która nie wyjechała podczas nagonki antyżydowskiej i została w granicach państwa po wybuchu wojny, znalazła się w potrzasku – wówczas ucieczka była już praktycznie niemożliwa. W przeciwieństwie do okupowanej Polski, w miastach niemieckich nie było gett, żydowscy mieszkańcy byli jednak niekiedy przesiedlani do mieszkań zastępczych, szczególnie gdy byli posiadaczami większych willi czy majątków, które narodowi socjaliści chętnie przejmowali. Dzięki skrupulatnej niemieckiej administracji władze doskonale wiedziały o każdej osobie pochodzenia żydowskiego. Gdy wprowadzono w życie plan zgładzenia europejskich Żydów, członkowie społeczności żydowskiej byli informowani o tym, gdzie i kiedy mają stawić się w celu – używając niemieckiej retoryki – „ewakuacji na Wschód”. Żydów z tego regionu deportowano w latach 1941–1944 między innymi do obozów Tormersdorf, Riebing i Grüssau, do Kowna, Izbicy, Sobiboru, Bełżca i na Majdanek, a także do Theresienstadt i Auschwitz. Tym samym niezwykła społeczność niemieckich Żydów została unicestwiona.
Historycy szacują, że w Zagładzie zginęło około 90 procent polskich Żydów. Ci, którzy przeżyli i znaleźli się choćby na krótki czas w granicach Polski, nie stanowili grupy większej niż trzysta tysięcy osób. Specyfika czasu powojnia i niezwykła dynamika oraz mobilność Ocalałych stwarzają trudności w dokładnym oszacowaniu, uwzględniającym daty i miejsca ich zamieszkania lub pobytu. Z jednej strony nie wszyscy Żydzi rejestrowali się w komitetach żydowskich, z drugiej – niektórzy robili to kilkukrotnie. Poszukiwanie ocalałych członków rodzin, powroty do domów, które miały już nowych nieżydowskich właścicieli, szukanie swojego miejsca po katastrofie dziejowej, jaką była Zagłada – to tylko niektóre z czynników wpływających na decyzje o tym, kiedy i gdzie Żydzi mogli i chcieli osiedlać się na stałe. Dla tysięcy z nich jednak nie było to możliwe – wycieńczeni ucieczką przed śmiercią podczas wojny często zderzali się z wciąż żywym antysemityzmem w powojennej Polsce. Decyzja więc w wielu przypadkach była jednoznaczna – szukali schronienia za granicą. Drogi do lepszego życia upatrywali czy to w obozach dla dipisów, czy podejmując, nierzadko ekstremalnie trudne, próby dotarcia do Erec Izrael.
Na przeciwległym krańcu procesu decyzyjnego stali natomiast ci, którzy wierzyli w odbudowę życia żydowskiego właśnie w Polsce. Dolny Śląsk był w tym kontekście miejscem szczególnym – w dziesiątkach miast i miasteczek osiedlali się Żydzi, którzy przeżyli wojnę. Co sprawiło, że wybierali właśnie ten region? To tu działał obóz Gross-Rosen i jego filie, więc wyzwoleni więźniowie znaleźli się na ziemiach, które właśnie przyłączano do Polski. Dodatkowo władze komunistyczne kierowały tu tak zwanych repatriantów z Kresów Wschodnich oraz Żydów, którzy wojnę przeżyli w Związku Radzieckim. Część Ocalałych początkowo kierowała się do swoich domów sprzed wybuchu wojny – te jednak w większości były już przejęte, a trauma Zagłady potęgowała się w miejscach kojarzących się z życiem rodziny, którą unicestwiono. Dolny Śląsk był więc miejscem w tym sensie neutralnym – nową ziemią dla nowego życia.
Warto zaznaczyć, że pierwsze powojenne lata były dla Żydów łaskawe w kontekście polityki władzy centralnej – jako jedyna mniejszość posiadali oni szeroką autonomię społeczno-polityczną. Ich przyszłość, mimo traumatycznych doświadczeń wojennych, jawiła się więc w jasnych barwach. Mogli zakładać spółdzielnie, związki, szpitale, prowadzić szkoły, organizacje czy instytucje, własne partie polityczne dążące do partykularnych celów, a także wydawać książki oraz prasę w jidysz. Jednak okres ten niestety trwał niezwykle krótko. Powstanie Izraela i uznanie Żydów za wrogów bloku radzieckiego oraz czystki partyjne wynikające z mitu o „żydokomunie” doprowadziły do zmarginalizowania tej mniejszości. Budowanie totalitaryzmu stało w naturalnej sprzeczności z dawaniem wolności i autonomii, więc koniec lat 40. przyniósł znaczące ograniczenia możliwości odbudowy życia żydowskiego. Organizacje żydowskie przestały wpisywać się w narrację o współtworzeniu nowego ustroju i stały się zagrożeniem koniecznym do wyeliminowania. Życie społeczne uległo kaskadowym zmianom: partie syjonistyczne zostały rozwiązane, spółdzielnie – upaństwowione, a działalność instytucji – ograniczona lub zabroniona.
W kontekście Dolnego Śląska jest to szczególnie wymowne, ponieważ jako jeden z najważniejszych ośrodków odbudowy życia żydowskiego był pod szczególnym nadzorem podczas narastającej walki z syjonizmem. Władza bała się, że żydowski Dolny Śląsk dąży do oderwania się od Polski i poddania się Izraelowi – jakkolwiek irracjonalnie dziś to brzmi. Jakub Egit, który pełnił funkcję przewodniczącego Wojewódzkiego Komitetu Żydowskiego na Dolnym Śląsku, został usunięty z funkcji w roku 1949, a cztery lata później aresztowano go między innymi pod zarzutem dążenia do odłączenia Dolnego Śląska od Polski. Wojewódzkie komitety żydowskie istniały tylko do 1950 roku. Kolejne lata były na przemian okresem bierności wobec Żydów lub nasilania się nagonki. W konsekwencji prowadziło to do marginalizowania tej społeczności oraz do jej powolnego zaniku na społecznej mapie Polski. Po wybuchu wojny sześciodniowej w Izraelu w 1967 roku, kiedy Związek Radziecki poparł stronę arabską, władze komunistyczne w Polsce rozpętały szeroką i w wielu wymiarach brutalną nagonkę antyżydowską. W jej wyniku rok 1968 zapisał się w historii jako czas wielkiej emigracji Żydów, która jednoznacznie położyła kres próbom odbudowy życia żydowskiego po wojnie.
Dopiero upadek komunizmu i odbudowa demokracji w Polsce dały początek ponownemu odrodzeniu społeczności żydowskiej. Społeczności, która przez dekady marginalizacji uległa znacznemu pomniejszeniu – zarówno w sensie liczebności, jak i rozwoju oraz znaczenia. Odbudowa demokracji zaowocowała przywróceniem tożsamości prawnej gminom żydowskim, a także rozwojem instytucji oraz organizacji żydowskich. Lata dwudzieste XXI wieku zdają się być już mocno zakorzenione w pluralistycznej i wielokulturowej Polsce, choć historia wskazuje, jak kruche są to pojęcia w odniesieniu do losów Żydów w tej części Europy.
Perspektywa historyczna zachęca nas do tego, by dzieje Żydów niemieckich przedstawiać w kontekście nasilających się ruchów antysemickich, władzy narodowych socjalistów, ustaw antyżydowskich oraz finalnie w kontekście Zagłady i zamordowania większości europejskich Żydów. Z kolei dzieje Żydów polskich na Dolnym Śląsku można analizować przez pryzmat wojennej traumy i próby odbudowania życia, jak również narastających ataków i prześladowań zarówno ze strony władzy, jak i społeczeństwa. Ostatecznie widzimy je w kontekście drugiego totalitaryzmu, który, ponownie przy użyciu siły, zmarginalizował polską społeczność żydowską do końca swoich rządów. Jesteśmy na tyle oddalone od tych wydarzeń historycznych, by widzieć je wyraźniej i w szerszym kontekście. Jednocześnie jesteśmy też świadkami gwałtownych zmian w obecnym postrzeganiu społeczności żydowskiej i jednoznacznego odrodzenia uśpionego dotąd antysemityzmu, co z kolei pozwala nam dostrzegać paralele i powtarzające się historie.
Nie jest to jednak opowieść o śmierci lub bezsilności. Wręcz przeciwnie – powołujemy się na najciekawsze, w naszym subiektywnym uznaniu, przejawy działalności Żydów w wybranych miastach. Pokazujemy, jak społeczność ta wielokrotnie budowała nowe życie, w wymiarze zarówno indywidualnym, jak i społecznym. I nie jest to bynajmniej ukryte w zakurzonych podręcznikach, lecz dostępne na wyciągnięcie ręki – szczególnie właśnie na Dolnym Śląsku, gdzie społeczność żydowska pozostawiła po sobie ogrom dziedzictwa materialnego i duchowego. Opowiadamy o budzących podziw dziełach nauki, kultury, sztuki i architektury, przejawach wyjątkowej przedsiębiorczości, a także o wprowadzaniu innowacyjnych zmian w nauczaniu i praktykowaniu judaizmu. Jest to coś więcej niż tylko lokalny patriotyzm, podkreślający zasługi Żydów w tworzeniu Dolnego Śląska takim, jakim go znamy. To historia o transgresji i wpływie dolnośląskich Żydów na rozwój nowoczesnego społeczeństwa dalece wykraczającym poza granice tego regionu.